Bodnar wprost o sprawie Giertycha. "Budzi wątpliwości"

Dodano:
Adam Bodnar Źródło: PAP / Michał Zieliński
Czy ujawniona przez media działalność Romana Giertycha była nieetyczna? Myślę, że na pewno budzi wątpliwości - przyznał Adam Bodnar. Były minister sprawiedliwości wyraził nadzieję, że sprawa zostanie kompleksowo wyjaśniona przez Naczelną Radę Adwokacką.

Roman Giertych wraz ze swoją kancelarią mieli dostać łącznie 8,7 mln zł od Getin Noble Banku, którego właścicielem jest Leszek Czarnecki za usługi związane ze sprawami przeciwko frankowiczom. Sprawy miał sabotować pomocnik posła KO w celu opóźnienia procesu. Szokujące ustalenia opublikowała w ubiegłym tygodniu Wirtualna Polska. O komentarz do sprawy Michał Wróblewski, dziennikarz tego portalu, poprosił w programie "Tłit" byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara.

Szokujące ustalenia ws. Giertycha. Jest komentarz Bodnara

Na uwagę dziennikarza, że – według ustaleń WP – Giertych robił wszystko, aby sprawy te nie zostały zamknięte, senator ocenił, że "to bardzo istotny kontekst" sprawy. Według niego, jeśli pojawiają się tego rodzaju zastrzeżenia, głównym organem, który powinien zająć się nimi jest Okręgowa Rada Adwokacka. Wyrażając nadzieję, że tak się właśnie stanie, Bodnar przyznał, że postawa Giertycha w tej sprawie "na pewno budzi wątpliwości".

– Każdy z nas, kto jest w polityce, buduje swoją wiarygodność wszystkimi działaniami w życiu politycznym, w życiu zawodowym, jeżeli mamy to inne życie zawodowe, w życiu prywatnym, jeżeli się pojawiają jakieś nieprawidłowości w tym zakresie, które mogłyby mieć wpływ na ocenę dokonywaną przez wyborców, to powinniśmy te kwestie wyjaśnić – podsumował były minister sprawiedliwości.

Dramat frankowiczów i działania Giertycha

Getin Noble Bank, należący do Leszka Czarneckiego, na szeroką skalę miał udzielać kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, mimo wcześniejszych zaleceń ograniczających tego typu działania. Kluczowy moment przypadł na styczeń 2015 roku, gdy kurs szwajcarskiej waluty gwałtownie wzrósł. Raty kredytów poszybowały, a kredytobiorcy zaczęli mieć trudności z regulowaniem zobowiązań. Efektem była fala pozwów przeciwko bankom. Z czasem liczba spraw sądowych przeciwko Getin Noble Bankowi sięgała tysięcy przypadków, a łączna wartość roszczeń osiągnęła poziom miliardów złotych. Kredytobiorcy wskazywali, że w umowach były niedozwolone klauzule.

Jak ustaliła WP, w maju 2014 roku bank zawarł umowę z kancelarią Romana Giertycha. Zakres współpracy był niezwykle szeroki – kancelaria miała reprezentować bank przed sądami i instytucjami oraz podejmować wszelkie działania służące ochronie jego interesów. Oprócz stałego wynagrodzenia, które przez lata przynosiło milionowe przychody, istotnym elementem był system premiowy. Przewidywał on dodatkowe wynagrodzenie sięgające milionów złotych pod warunkiem utrzymania wypłat dla frankowiczów na niskim poziomie. Innymi słowy – im mniej środków trafiało do klientów, tym wyższe mogło być wynagrodzenie kancelarii. Łączna wartość premii mogła wynieść kilka milionów złotych.

– Rozmawiałem z Giertychem w sprawie reprezentowania nas w sporze zbiorowym. Gwarantuje nam, że przez pięć lat nie będzie w tej sprawie rozstrzygnięcia (śmiech). Absolutnie może taką umowę podpisać (śmiech) – mówił Czarnecki do członków zarządu GNB, w rozmowie nagranej w restauracji Amber Room wiosną 2014 r.

Istotny w sprawie był Sebastian J., (pseudonim "Foka") – wieloletni współpracownik Giertycha, który pełnił funkcję prezesa spółki Giertych-Kancelarie. Sam posiadał kredyt frankowy w Getin Banku.

W połowie 2016 roku przystąpił do pozwu zbiorowego frankowiczów jako interwenient uboczny, czyli uczestnik postępowania mający wpływ na jego przebieg. Jego działania prowadziły do wydłużania sprawy. Składał wnioski obarczone brakami formalnymi, wnosił liczne zażalenia wymagające rozpatrzenia przez sądy wyższej instancji, a także składał wnioski o wyłączenie sędziów, często tuż przed istotnymi terminami. Każda z tych czynności skutkowała wstrzymaniem biegu postępowania. Akta wielokrotnie trafiały do sądu apelacyjnego, co blokowało możliwość prowadzenia sprawy w niższej instancji.

W efekcie proces przez długi czas faktycznie nie mógł się rozpocząć. Choć dotyczył kilkuset frankowiczów i potencjalnych roszczeń liczonych w dziesiątkach milionów złotych. Sprawa ruszyła z miejsca dopiero po ponad czterech latach. Niektórzy z pokrzywdzonych zniechęceni przewlekłością rezygnowali z udziału. W kwietniu minie 12 lat od wniesienia pozwu, a sprawa pozostaje nierozstrzygnięta.

Źródło: Wirtualna Polska
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...